Zaufała miłosiernemu Bogu

Była prekursorką świeckiej konsekracji w Polsce. Ludmiła Roszko to wzór kobiety dzielnej, panny mądrej, ustrojonej w Boże miłosierdzie.

Toruńska apostołka miłosierdzia Bożego swe pierwsze śluby Chrystusowi złożyła 11 kwietnia 1942 r. w kaplicy Karmelitanek na wileńskim Zarzeczu. Wieczyste - już po ekspatriacji z Wileńszczyzny, w toruńskiej kaplicy Jezuitów - 24 września 1949 r. Dziś, w dniu 25. rocznicy zakończenia jej ziemskiej pielgrzymki - 19 grudnia 2000 r. - przypominamy historię prekursorski świeckiej konsekracji w Polsce i Kopciuszka Bożego Miłosierdzia.

Ludmiła Roszko przyszła na świat 15 czerwca 1913 r. w Nowoswitliwce. Jej rodzice popełnili mezalians. Domańscy - rodzina matki, to potomkowie gen. Franciszka Żymirskiego (1779-1831), uczestnika Insurekcji Kościuszkowskiej, który odmówił użycia swojego pułku do tłumienia powstania, kawalera orderu Virtuti Militari za udział w kampanii 1807 r., śmiertelnie rannego podczas bitwy pod Olszynką Grochowską, gdzie dowodził 2. Dywizją Piechoty), w których płynęła polska (herbowa) krew, w sercu była Polska, którzy swe życie układali w posłuszeństwie wierze rzymskokatolickiej. Rożkow - rodzina ojca, to Rosjanie wyznania prawosławnego i pochodzenia chłopskiego. Ludmiła po urodzeniu została ochrzczona w cerkwi prawosławnej w rodzinnych stronach ojca - w ukraińskiej wsi Nowoswitliwka. Potem było kilka lat dziecięcej sielanki, gdy rodzina Rożkowów zamieszkała w Muromiu, gdzie ojciec pracował w miejscowym gimnazjum, a matka - w kancelarii gubernatora. Na świat przyszły też kolejne dzieci: Jerzy (1915 rok), Wiktor (1916 rok) i Waleria (1918 rok). Świat ten został zrujnowany przez rewolucję bolszewicką, w trakcie której ojciec był przywódcą białogwardzistów w Muromiu, za co został skazany przez Trybunał Rewolucyjny Guberni Włodzimierskiej na karę śmierci (zaocznie, bo udało mu się zbiec, prawdopodobnie na Ukrainę, gdzie zmarł ok. 1919 r.). Wkrótce zmarli obaj bracia Ludki (pod takim zdrobnieniem imienia była znana). Jej matka z dwiema córkami została wypędzona z własnego domu, poszukiwała sposobów na przeżycie. Około 1924 r. dotarła do Wilna, gdzie początkowo zatrzymała się u swego brata - nadzorującego majątek uniwersytecki. Tam spolszczyła rosyjskie nazwisko z Rożkow na Roszko. Obie dziewczynki zostały przyjęte do Kościoła rzymskokatolickiego i rozpoczęły nowe życie. Dla Ludmiły Roszko właśnie rozpoczęła się oficjalna powojenna biografia. Do historii przedwileńskiej nie wracała prawie nigdy, nie odkryli jej także komuniści. 

Ludka ukończyła uniwersytet wileński, zyskując tytuł magistra filozofii w zakresie geografii (na podstawie pracy "Geografia dróg historycznych na Wale Oszmiańskim") 9 grudnia 1939 r. (zaledwie na kilka dni przed jego zamknięciem przez władze litewskie). W czasie okupacji niemieckiej zaangażowała się w konspiracyjne komplety. W kolejnych latach próbowała także pracować w VI Żeńskim Gimnazjum oraz w Państwowym Litewskim Instytucie Geograficznym. Choć przeżyła swoją młodzieńczą miłość (dowodem na to jest obrazek młodego mężczyzny z dedykacją na odwrocie i jej enigmatycznym dopiskiem, odnaleziony po śmierci Ludmiły w jej pamiątkach), jednak jej serce i dusza należały już - przynajmniej od połowy wojny - do Chrystusa.

Oddać życie Chrystusowi
Związana była od lat dziecięcych z Sodalicją Mariańską, a umiłowanie Matki Bożej stanowiło jeden z fundamentów jej życia duchowego. Gdy w ramach spotkań Sodalicji Akademicczek poznała ks. Michała Sopoćkę, wileńskiego spowiednika s. Faustyny Kowalskiej, ten odminił jej życie. Zwierzyła mu się, że chciałaby swe życie oddać Chrystusowi, ale nie bardzo wie, jak to zrobić. Kapłan ten właśnie organizował Zakon Miłosierdzia Bożego, którego zaistnienie było realizacją jednego z życzeń Chrystusa przekazanych w orędziach Siostrze Faustynie. Mistyczka ta podczas jednego z ostatnich ich spotkań dałą mu wskazanie, by czekał z wykonaniem tego zadania, aż Chrystus przyprowadzi kogoś ze świata. Był posłuszny. Okazało się, że czekał na (będąca wówczas jeszcze w okresie formacji przed ślubami wieczystymi) Jadwigę Osińską. Gdy latem 1941 r. zwierzyła mu się ze swoich życiowych planów, wysłał ją na potwierdzenie do Pryciun, do siostry Heleny Majewskiej, należącej do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. To ona wskazała imiennie każdą z Wileńśkiej Szóstki tworzącej pierwszą wspólnotę tego zakonu, Ludkę także. Był luty 1942 r., gdy ks. Sopoćko zorganizował w swoim mieszkaniu pierwsze spotkanie kandydatek do tej wspólnoty zakonnej. W marcu on sam musiał z Wilna uciekać, chroniąc się przed aresztowaniem (schronienie na 40 kolejnych miesięcy znalazł w Czarnym Borze). Szóstkę oddał pod opiekę ks. Leonowi Żebrowskiemu, by ten uczył prawd wiary, katechizmu, prawa zakonnego i przygotowywał projekt wspólnotowej konstytucji, oraz dwom siostrom anielskim (które mialy uczyć zasad życia wpólnotowego): wspomnianej Helenie Majewskiej i Adolfinie Gilewskiej (o tym, że s. Helena miała od dzieciństwa widzenia Chrystusa i zadanie od Niego, by pomagać ks. Sopoćce w zakładaniu tego zakonu, Szóstka dowiedziała się dopiero po kilku latach). Roszkówna zanotowała po latach: "W mojej pamięci zapisal się ten okres jako ores intensywnej pracy, ogromnie ożywionych dyskusji, porywających myśli i pragnień. Była to kuźnia, w której wykuwała się koncepcja przyszłego zgromadzenia i jego profilu - tak wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Wszystkie zgadzałyśmy się z tym, że przyszłe zgromadzenie powinno być inne niż wszystkie dotychczas istniejące. Pragnęłyśmy połączyć w nim życie w zakonie i pracę w świecie. Stąd rodziły się czasem nieprawdopodobne pomyśly i różne punkty widzenia. Od razu zarysowały się dwie tendencje. Jedne z nas dążyły do stworzenia zakonu bardziej ścisłego, onne do zakonu bardziej nastawionego na pracę w świecie i przyjęcie form mniej rygorystycznych". Zatem mimo okupacji i wszchobecnych represji przez kolejnych 40 miesięcy trwała systematyczna formacja intelektualna i zakonna. Od 1942 r. każda z Szóstki skłądala roczne śluby wieczyste (ks. Sopoćko każdej nadał imię zakonne), wierząc, że gdy wojna ustanie, utworzą nowy zakon, ktory czcić będzie i świadczyć Boże miłosierdzie. Jak i gdzie - to miało się wyjaśnić w "lepszych" czasach.